Mank (2020) – recenzja filmu 27 lis 2020

Sara Karmańska

Mank (2020) jest najnowszym filmem Davida Finchera, który podpisał właśnie kontrakt z Netflixem. Powstał on na podstawie scenariusza napisanego przez jego ojca, Jacka.

Produkcja opowiada historię Hermana J. Mankiewicza, najpierw krytyka i dziennikarza, a później scenarzysty filmów, jak choćby Czarnoksiężnik z Oz (1939). Jego opus magnum był jednak Obywatel Kane (1940), za którego dostał Oscara, wspólnie z Orsonem Wellesem.

A3hyHeJGxoxOyZo8LyEve8Uk2V9

Zgodnie z tym, co sam mówi sam bohater – nie da uchwycić życia w dwóch godzinach – Fincher nawet nie próbuje tego robić i zamiast tego skupia się na dwumiesięcznym okresie gdy Mank, ze złamaną nogą, został właściwie uwięziony w domu na środku pustyni z pielęgniarką i asystentką-stenotypistką, by napisać scenariusz do wielkiego dzieła Orsona Wellesa, które ma uratować wytwórnię RKO od bankructwa. Próba oddania tego okresu, trzeba przyznać, wyszła znakomicie. Przez to nie jest to typowy film biograficzny, odhaczający kolejne ważne wydarzenia z życia portretowanego bohatera, co zdecydowanie wychodzi mu na dobre. Nie należy się jednak spodziewać, że przez dwie godziny będziemy obserwować alkoholika tworzącego swoje najlepsze dzieło. Nie, jest to raczej próba pokazania historii stojącej za tym, dlaczego scenariusz Kane’a wygląda właśnie tak, jak wygląda.

mVfDMLBtEGHw763rTcDbx7XMIib

Uwielbienie dla Mank będzie z dużym prawdopodobieństwem wprost proporcjonalne do wiedzy filmowej o Obywatelu Kane i Hollywood lat 30. i 40. Fincher nie bawi się tu bowiem w ekspozycje i przy braku odpowiedniej znajomości tematu wiele smaczków po prostu może zostać zupełnie niezauważonych. Jeśli jednak ktoś zna historię kryjącą się za powstaniem filmu, w większości zestawień uważanego za najlepszy film, jaki kiedykolwiek zrobiono, z pewnością będzie miał wiele frajdy z oczek puszczanych do publiczności.

Równocześnie Mank garściami czerpie z kina okresu, o którym opowiada. Nie bez powodu jest nakręcony w czerni i bieli, nawiązuje do stylistyki kina noir, a także wykorzystuje liczne retrospekcje, podobnie jak Obywatel Kane. Jeśli chodzi o język filmu wszystko jest tutaj dopięte na ostatni guzik, i doskonale dopełnia prezentowaną historię – zdjęcia, kostiumy, scenografia i muzyka Trenta Reznora i Atticusa Rossa, tak bardzo niepodobna do ich wcześniejszych kompozycji. Jest nawet i kółko mówiące o tym, kiedy kinooperator powinien zmienić rolkę z filmem, nawiązujące do czasów, kiedy filmy przywodzono do kin na wielu rolkach taśmy.

3SjgL1Bo11rofqU20Rfkv8fYjuJ

Również aktorzy odwalają tutaj wspaniałą robotę, grając w sposób bardzo zbliżony do stylu charakterystycznego dla kinematografii okresu, który prezentuje. Oczywiście na pierwszy plan wybija się Gary Oldman, na którego barkach postawiona została produkcja; właściwie nie ma sceny, w której by go nie było, a cała historia opowiedziana jest z jego perspektywy. Pozostali odtwórcy ról jednak dzielnie dotrzymują mu kroku, tworząc zapadające w pamięć kreację – warto wspomnieć tu choćby Charlesa Dance’a w roli Williama Randolpha Hearsta, potentata medialnego oraz jego młodziutkiej żony, Marion Davies – Amanda Seyfried prawdopodobnie w swojej najlepszej roli.

Mank jest równocześnie piękną laurką jak i bolesną krytyką ówczesnego Hollywood. To opowieść o relacji między rzeczywistością a filmem, skrupulatnie wykorzystująca wszystkie środki filmowego wyrazu, które mogłyby wesprzeć ten dysonans.

Ocena: 9/10

Mank / Mank
7.1

Mank

Film2020
pokaż więcej