Zarejestruj się za darmo, by tworzyć kolekcje i otrzymywać powiadomienia o najnowszych aktualizacjach! ZAREJESTRUJ SIĘ

Święta Frances (2020) – recenzja filmu 24 sty 2021

Maja Jankowska

Alex Thompson, jak przystało na początkującego twórcę, był już reżyserem, scenarzystą, montażystą i producentem. Dotychczas zrealizowane przez niego filmy były krótkimi metrażami, które przeszły bez większego echa. Natomiast swoim debiutem długometrażowym amerykański artysta podbił serca publiczności, o czym świadczyć może między innymi nagroda publiczności na wrocławskim festiwalu American Film Festival. Co takiego tkwi w Świętej Frances?

Główna bohaterka – Bridget – jest coraz starszą singielką bez szczególnego pomysłu na siebie, ale za to z poczuciem, że coś ją w życiu omija. W tym względzie znacząco różni się od swojej imienniczki z powieści Helen Fielding – protagonistka Świętej Frances nie goni ani za zawodowym sukcesem, ani za miłością swojego życia. Naturalnie szukanie w Internecie odpowiedzi na pytanie "jak się uporządkować?" nie zdaje egzaminu, zamiast tego wyświetlają się posty koleżanek z przeszłości, które aktualnie – jak prawdziwe matki – dokumentują i upubliczniają każdy element życia swoich pociech. Pojawiają się jednak okoliczności, które wpływają na postawę Bridget: niespodziewana ciąża i jej sprawca, oraz opieka nad sześcioletnią Frances.

A_10348494

Amerykański reżyser wraz z autorką scenariusza – Kelly O’Sullivan, która jednocześnie wciela się w główną bohaterkę, niebywale zgrabnie połączył powagę opowiadanych zdarzeń z humorem. Już pierwsza sekwencja niejako narzuca odbiorcy konwencję filmu – pewnego rodzaju dystans do samego siebie i schematów narzucanych przez społeczeństwo, jak również mówienie w otwarty sposób o tematach tabu. W Świętej Frances twórcy bezkompromisowo opowiadają o niezależności, która wiąże się z intymnością, skrajnymi emocjami, a niekiedy samotnością. Bez skrępowania, choć w wyważonym tonie, poruszone zostaną tematy takie jak aborcja, menstruacja czy depresja poporodowa. Nie zabraknie wojny rasowej oraz kulturowej, choć mnogość wątków w żadnym stopniu nie przytłacza widza. Całość spuentowana jest natomiast smutną refleksją o tym, że często sami nie chcemy dać sobie pomóc, zwłaszcza w zakresie skorzystania z usług profesjonalistów.

Lekkość w odbiorze – pomimo dość ciężkiej tematyki problemów bohaterów – udało się osiągnąć za sprawą duetu: Kelly O’Sullivan i Ramona Edith Williams (w roli małej Frances). Widoczne jest na pierwszy rzut oka, że dziewczyny dobrze bawiły się razem na planie filmowym. Dodatkowo świetnie rozpisane kwestie dialogowe sprawiają, że lepiej poznajemy protagonistki, przez co nie sposób ich nie polubić. Aż trudno uwierzyć, że obie aktorki nie mogą się pochwalić szczególnym doświadczeniem zawodowym. Prawdopodobnie udział w Świętej Frances może stać się ich przepustką do udziału przy następnych produkcji.

Swieta-Frances-2

Umiejętne przemieszanie dramatu z komedią sprawia, że Świętą Frances ogląda się płynnie, bez znudzenia. Co więcej, jestem pewna, że kilkakrotnie wywoła co najmniej uśmiech na twarzy widza za sprawą swojego sytuacyjnego humoru. Produkcję można byłoby określić mianem kina drogi – nasze bohaterki zmieniają się, dojrzewają i dorastają, co podkreślone zostało nie tylko poprzez pierwszy dzień szkoły, ale również rozczulającą sceną spowiedzi. I możliwe, że Święta Frances nie przemówi do odbiorcy z każdej kategorii wiekowej, lecz wciąż jest to bardzo solidna propozycja amerykańskiego kina niezależnego.

Ocena: 8/10

Święta Frances / Saint Frances
7.0
pokaż więcej