Zarejestruj się za darmo, by tworzyć kolekcje i otrzymywać powiadomienia o najnowszych aktualizacjach! ZAREJESTRUJ SIĘ

Filmy Netfliksa z największymi szansami na Oscara 20 lut 2021

Przemysław Mudlaff

Wygląda na to, że dopiero pandemia koronawirusa zdołała przekonać członków Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej przyznających Oscary, aby dostosowali skostniałe zasady kwalifikacji produkcji ubiegających się o statuetki złotych rycerzy do panujących w kinematografii trendów. Przypomnę, że zdecydowano m.in. o wydłużeniu czasu, jaki na premierę mają tytuły aspirujące do tej nagrody i przede wszystkim dopuszczono filmy, które swoje premiery miały wyłącznie na platformach streamingowych. W tym momencie na scenę wszedł Netflix, cały na biało. Wygląda bowiem na to, że 15 marca (ogłoszenie nominacji) i 25 kwietnia 2021 roku (noc Oscarowa) amerykański gigant streamingowy pobije mnóstwo rekordów. Oto 6 tytułów Netflixa, które z pewnością będą się liczyć w tegorocznej walce o najważniejszą nagrodę filmową świata.


Pięciu braci, reż. Spike Lee

Pieciu-Braci

Po tym jak w 2019 roku film Czarne bractwo. Blackkklansman zdobył sześć nominacji do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, a jedną z nich przemienił w statuetkę (Najlepszy scenariusz adaptowany), Spike Lee ma ogromną szansę ponownie stać się jedną z najjaśniejszych gwiazd Oscarowej nocy. Wszystko za sprawą produkcji Pięciu braci opowiadającej o czterech czarnoskórych weteranach wojennych powracających po kilkudziesięciu latach do Wietnamu, aby odnaleźć szczątki poległego przywódcy, a także ukryte na dawnym polu bitwy złoto. Ze względu na wybitną kreację Delroya Lindo oraz drugoplanową rolę zmarłego w sierpniu 2020 roku Chadwicka Bosemana ostatni tytuł Spike’a Lee wydaje się mieć największe szanse na Oscarowe nominacje właśnie w kategoriach aktorskich. Nie skreślałbym go jednak na starcie do wyścigu o statuetkę za Najlepszy film, Najlepszego reżysera oraz Najlepszy scenariusz oryginalny. W końcu mamy tu do czynienia z czytelnym komentarzem społecznym – politycznym.


Ma Rainey: Matka bluesa, reż. George C. Wolfe

ma-raineys-black-bottom-t

Ma Rainey: Matka bluesa jest adaptacją sztuki dwukrotnego laureata nagrody Pulitzera, Augusta Wilsona, która traktuje o miłości do muzyki, uprzedzeniach, stereotypach oraz problemie przejmowania kontroli. Główne role w filmie Wolfe’a grają Viola Davis oraz Chadwick Boseman i to właśnie ich kreacje stanowią o sile Ma Rainey. Według amerykańskich portali rozrywkowych nominacja Violi Davis do nagrody złotego rycerza za najlepszą pierwszoplanową rolę damską jest tak pewna, że można postawić na nią dom u bukmachera. Oczywista również wydaje się być nominacja dla Bosemana, który tym samym mógłby otrzymać pośmiertnego Oscara, dołączając do uhonorowanych w ten sposób Petera Fincha i Heatha Ledgera. Poza tymi wyróżnieniami Ma Rainey: Matka bluesa może liczyć się w walce o nominację za Najlepszy film, Najlepszego reżysera, Najlepsze kostiumy oraz za Najlepszą charakteryzację i fryzury. Całkiem niezły wynik, zwłaszcza, że oglądając film Wolfe’a trudno nie oprzeć się wrażeniu, iż został on spreparowany właśnie z myślą o Oscarach.


Cząstki kobiety, reż. Kornél Mundruczó

pieces_of_a_woman_01

Film Cząstki kobiety potrafi przygnieść odbiorcę potężną dawką smutku i bólu, jednak nie to jest najbardziej docenianym przez krytyków elementem tej produkcji. Największą zaletą pierwszego anglojęzycznego tytułu węgierskiego reżysera jest bowiem Vanessa Kirby. Cząstki kobiety to bez dwóch zdań jej film. Niezauważenie wybitnej kreacji urodzonej w Londynie aktorki i w efekcie brak nominacji w najważniejszej kategorii aktorskiej pań byłyby niemałym skandalem. Świetny występ w filmie Mundruczó zaliczyła również Ellen Burstyn, która może po cichu liczyć na nominację do złotego rycerza za drugoplanową rolę kobiecą. W przypadku filmu Węgra to raczej max Oscarowych wyróżnień. Produkcja ta jest typowym przedstawicielem tzw. kina artystycznego nieco zresztą przeładowanym zwiędłymi i przydługimi metaforami.


Mank, reż. David Fincher

mank

Mank to film, który ma wszelkie predyspozycje, aby rozbić tegoroczny Oscarowy bank z nominacjami. Po pierwsze jest to dzieło biograficzne, co niejako już stawia je w szranki o najważniejszą nagrodę nocy 25 kwietnia. Po wtóre, Mank stanowi hołd dla ubóstwianego przez Akademię klasycznego Hollywoodu. Po trzecie, Fincher przedstawiając historię Mankiewicza opowiada o burzliwych okolicznościach powstawania scenariusza ukochanego filmu Akademii, Obywatela Kane’a. Po czwarte, Mank jest obrazem utrzymanym w czarno-białej estetyce. Po piąte i szóste zarazem, główne role zagrane są w sposób brawurowy, ale jednocześnie godny pochwały. Po siódme wreszcie, film został zrealizowany pod czujnym okiem wybitnego reżysera, jakim bez wątpienia jest Davida Fincher. Dorzucając do tego świetny montaż, muzykę Trenta Reznora i Atticus Ross, a także wyróżnienie za kostiumy oraz charakteryzację i fryzury mamy do czynienia z filmem, który ma potencjał na nawet 10 Oscarowych nominacji. Nie sądzę jednak, aby Mank miał szansę na przemienienie chociaż połowy z nich w statuetki.


Proces Siódemki z Chicago, reż. Aaron Sorkin

proces siódemki

Był moment, w którym Proces Siódemki z Chicago uważano za faworyta wyścigu po główną nagrodę Oscarowej nocy. Chwilę potem „hype” na produkcję Aarona Sorkina opadł, aby na zaledwie niecały miesiąc przed ogłoszeniem przez Akademię wyróżnień znów powrócił do gry wraz z otrzymaniem pięciu nominacji do Złotych Globów. Niesławny proces organizatorów antywojennego protestu z 1968 roku to angażująca i zaskakująco aktualna historia. Jak przystało na rasowy dramat sądowy, głównym atutem produkcji Sorkina są aktorzy i to właśnie na tym polu upatrywałbym Oscarowych nominacji dla Procesu Siódemki z Chicago. Co interesujące, mówi się, że największą szansę na statuetkę złotego rycerza za występ w filmie Sorkina ma nie kto inny, jak Sacha Baron Cohen, który wcielając się w Abbie’go Hoffmanna perfekcyjnie zrównoważył humor oraz powagę tej postaci. Proces Siódemki… stawia się ponadto za pewniaka do nominacji za Najlepszy scenariusz oryginalny.


Dick Johnson nie żyje, reż. Kirsten Johnson

Dick Johnson nie żyje

Netflix dokumentami stoi. Być może nie zwraca się na to uwagi, ale amerykańska platforma streamingowa średnio co dwa tygodnie serwuje swoim abonentom nowy film tego rodzaju. Co istotne, Netflix na tym polu spisuje się rewelacyjnie. Wróćmy jednak do Dicka. Dick cierpi na demencję. Choroba postępuje, ale senior poza jednostkowymi przypadkami myśli i rozumuje trzeźwo. Córka Richarda i przy okazji reżyserka tego słodko-gorzkiego filmu – Kirsten Johnson zdaje sobie sprawę, że to najpewniej ostatni moment na rozmowę o śmierci, o rodzinie i o niezwykłej miłości, która ich łączy. Być może nie byłoby w tej produkcji nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że Kirsten postanowiła podejść do tematu w bardzo osobliwy sposób. Jeśli jeszcze nie widzieliście Dick Johnson nie żyje, powinniście to zrobić. Zwłaszcza, że to produkcja, która – jestem o tym przekonany – już wkrótce powalczy o Oscara w kategorii Najlepszy film dokumentalny i z pewnością będzie miała ogromne szanse na zwycięstwo.


Jakie filmy Netflixa mają według Was największe szanse na Oscara? Który z wymienionych filmów najbardziej na statuetkę zasługuje? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Mank / Mank
6.9

Mank

Film2020
Cząstki kobiety / Pieces of a Woman
7.1
Pięciu braci / Da 5 Bloods
6.5
pokaż więcej