Kronika świąteczna: część druga (2020) – recenzja filmu 29 lis 2020

Sara Karmańska

Kronika świąteczna: część druga w reżyserii Chrisa Columbusa (znanego z takich hitów jak Kevin sam w domu (1990) i dwóch pierwszych części Harry’ego Pottera), to druga część świątecznego hitu familijnego Netflixa z roku 2018. Pierwsza część rzeczywiście miała duży potencjał w gatunku kina rodzinnego i ciekawej historii z wartościowym morałem. Drugiej niestety bliżej do odgrzewanego kotleta.

Wiele rzeczy tu nie zagrało – fabuła jest dużo słabsza, zbyt duża część filmu opiera się na CGI, które niestety rzuca się w oczy swoją nienaturalnością, morał również nie wybrzmiewa wystarczająco mocno.

5846jHODKbja38USbFcXgOnsfqb

W drugiej części śledzimy losy znanej już Kate Pierce, która dziś jest cyniczną nastolatką, która nie potrafi pogodzić się z tym, że jej mama chce żyć dalej po śmierci ojca. Jak to bywa w familijnych filmach świątecznych, pojawia się zagrożenie, które chce zniszczyć święta. W tym przypadku jest to były elf Belsnickel (znany z Dzikich łowów (2016) Julian Dennison), który za niegodne zachowanie został zmieniony w przedstawiciela znienawidzonej przez siebie rasy ludzkiej. W wyniku jego knowań Kate i Jack, jej przyszły przybrany brat, trafiają na Biegun Północny.

Kronika świąteczna: część druga raczej nie ma szans na zostanie kolejnym świątecznym klasykiem, ogrywane są tutaj bowiem znane sceny i wątki. I to do tego stopnia, jakby ktoś postanowił zrobić patchwork z innych familijnych filmów świątecznych. Wątek śmierci ojca i ponownego spotkania mieliśmy w Jacku Frostcie (1998), zbuntowanego nastolatka w Śniętym Mikołaju 2 (2002), strachliwego chłopca, który boi się dosłownie wszystkiego i podstęp z zaczarowanym jedzeniem lub gadżetem, który wcale nie jest magiczny, ale spełnia swoją rolę, również pojawił się nie raz i nie dwa.

Druga część wydaje się również zinfantylizowana, przez co starsi widzowie zwyczajnie się wynudzą, a elfy, które może będą bawić dzieciaki, raczej również nie skradną serc dorosłych, szczególnie, że CGI, dzięki któremu zostały stworzone jest dość toporne. Koniec końców, najmłodsi odbiorcy powinni jednak być zadowoleni.

cq4h43quHugpsSoy5VCtJeihu64

Kurt Russell ponownie wciela się w rolę Świętego Mikołaja i jest on zdecydowanie najmocniejszym aktorskim punktem filmu. Goldie Hawn, choć robi co może, wypada trochę słabiej, przy czym to akurat wybitnie wina scenariusza, a nie samej aktorki i jej umiejętności. O ile z Mikołaja starano się już w poprzedniej części wycisnąć trochę świeżości, nie czyniąc go otyłym staruszkiem krzyczącym raz po raz ho, ho, ho!, w przypadku jego żony zupełnie z tego zabiegu zrezygnowano. A można było przecież podążyć tym tropem, ale zdecydowano się na pójście na łatwiznę i zrobienie z Pani Mikołajowej uśmiechniętej kobiety z absurdalną fryzurą, która kocha gotować i piec.

Problem natury scenariuszowej dotyczy jednak również Belsnickela, głównego czarnego charakteru. Jego backstory jest nieprzekonujące, a działania słabo umotywowane. Niestety to wszystko przekłada się na zdecydowany spadek jakości w stosunku do poprzedniej części.

Kronika świąteczna: część druga jest niestety dużo słabsza od swojego poprzednika i w gruncie rzeczy podobna poziomem do bardzo wielu innych świątecznych filmów familijnych. Dzieciakom pewnie się spodoba, ale dużo lepiej obejrzeć z nimi zeszłorocznego Klausa (2019) lub klasyczne To wspaniałe życie (1946), które rzeczywiście są rozrywką dla całej rodziny, a i można z nich wyciągnąć coś więcej.

Ocena: 4/10

pokaż więcej