Zarejestruj się za darmo, by tworzyć kolekcje i otrzymywać powiadomienia o najnowszych aktualizacjach! ZAREJESTRUJ SIĘ

Wonder Woman 1984 (2020) – recenzja filmu 05 kwi 2021

Sara Karmańska

W poniższej recenzji pojawiają się lekkie spoilery do filmu Wonder Woman 1984, ale nie powinny one popsuć Wam odbioru filmu. Szczególnie że wątki, o które zahaczam pojawiły się w zwiastunach filmu.

Wonder Woman 1984 wreszcie zawitała na nasze ekrany dzięki platformie streamingowej HBO GO. Film w reżyserii Patty Jenkins kontynuuje historię Wonder Woman (2017), która rozgrywała się podczas I wojny światowej. To, że jest to drugi film serii, pozwala na bezpośrednie wskoczenie w sam środek akcji, ponieważ nie ma już potrzeby przedstawiania bohaterów.

Produkcja opowiada dalsze losy Diany Prince, kilkadziesiąt lat później, w samym środku lat 80. W czasie powstawania filmu hype na lata 80. był wyjątkowo mocny i to chyba główne wytłumaczenie, dlaczego zdecydowano się na umieszczenie akcji akurat w tych czasach. Poza tym właściwie nie ma innego wyjaśnienia – nie wykorzystano potencjału ulokowania fabuły akurat w tym okresie.

Główny wątek napędzany jest przez pojawienie się magicznego, spełniającego życzenia kamienia. Wątek niczym z baśni dla dzieci niestety sprawia, że film wydaje się zinfantylizowany, jak również robi zdecydowany krok w tył w stosunku do poprzedniej części i kina o kobiecych superbohaterkach.

8dta2nSdkQsqFe6HpgfIGo4Ha9s

Diana (Gal Gadot) staje się w tej części osobą wypraną z jej wcześniejszego charakteru i pozbawioną feministycznego wydźwięku – jej główną cechą wydaje się być miłość do zmarłego, znanego zaledwie chwilę, w dodatku kilka dekad wcześniej, chłopaka. Również konstrukcja postaci Barbary Minervy (Kristen Wiig) rozczarowuje. Zapewne każdy z Was miałby pomysł, o co mógłby poprosić spełniający życzenia artefakt. O co prosi Barbara? Chciałaby być taka popularna i „fajna” jak Diana, i do tego tak dobrze chodzić na szpilkach jak ona. Zupełnym przypadkiem dostaje też super moce, ale to naprawdę zupełnym przypadkiem.

Również Wonder Woman przypadkowo wypowiada życzenie. I oto, cały i zdrowy, choć w innym ciele, pojawia się Steve Trevor (Chris Pine) – jej wielka, kilkudniowa miłość z pierwszej odsłony cyklu. I to chyba najbardziej problematyczny aspekt WW84. Przez cały czas trwania produkcji nikt, ani razu, nawet przez chwilę nie zastanawia się, co z tym biednym mężczyzną, którego ciało przejął Steve. Przecież on też miał swoje życie, rodzinę, pracę i pasje, a tu nagle w jednej chwili zostaje to wymazane i w jego miejsce pojawia się świadomość pilota poległego w I wojnie światowej. To jest nawet bardziej niż złe.

zxnRqUFADU73RDFKlZOaLRarkkH

Szczególnie, że nie ma absolutnie żadnego umotywowania fabularnego. Skoro fakt przejęcia ciała innego człowieka nie ma żadnego znaczenia dla historii, dlaczego nie zdecydowano się na wprowadzenie jakiegoś mniej toksycznego rozwiązania? Przecież nie było żadnych przeszkód, żeby Steve po prostu zmaterializował się z powietrza. W końcu to magiczny kamień – może wszystko.

Ale z takich, a nie innych powodów musimy oglądać spektakl, który wywołuje podskórny cringe. Na przykład w scenie łóżkowej – przecież to jest inny mężczyzna, który tylko dla Diany wygląda jak Steve. Z pewnością nie mógł on wyrazić zgody na sytuację, co wygląda zupełnie jak gwałt. Gdyby sytuacja była odwrócona, zapewne zapanowałoby święte oburzenie, a z niezrozumiałych powodów, ten aspekt zdaje się przemykać bez większej uwagi.

gH6553UjwxVZ7eWVwuG6ts52AYg

Produkcja cierpi niestety na całkiem sporą ilość takich koszmarków scenariuszowych. Łuk fabularny złoli jest zwyczajnie słabo rozpisany. Maxwell Lord (Pedro Pascal) momentami zdaje się grać w jakimś innym filmie, a jego motywacje są zwyczajnie niezrozumiałe. Natomiast przemiana Barbary w Cheetah to zupełne nieporozumienie. Chciała przestać być jak inni, i być strasznie silna, więc obrosła futrem i dostała ogon. Do tego Steve, który nie ogarnia, czym jest śmietnik przy ulicy, ale równocześnie jest w stanie wsiąść do odrzutowca po kilkudziesięciu latach od śmierci i świetnie odnajdować się pośród tych wszystkich przycisków i urządzeń w kokpicie. A to tylko przykłady, w filmie jest tego zdecydowanie więcej.

Nie zachwycają również efekty specjalne, które momentami wyglądają jak wyciągnięte żywcem z poprzedniej epoki. CGI w większości scen zwyczajnie razi swoją obecnością. Aż ciężko uwierzyć, że na produkcję wydano 200 mln dolarów.

Wonder Woman 1984 mogę polecić wyłącznie w sytuacji, gdy jesteście mocno zaangażowani w kino superbohaterskie. W innym przypadku po seansie poczujecie się okradzeni z czasu, którego już nikt nigdy Wam nie odda. Scenariusz to zlepek małych fabularnych koszmarków, a największą siłą tego filmu są piękne cywilne kostiumy Diany, w których jej klasyczna uroda prezentuje się naprawdę zjawiskowo.

Ocena: 4/10

Wonder Woman 1984 / Wonder Woman 1984
5.4
pokaż więcej