Zarejestruj się za darmo, by tworzyć kolekcje i otrzymywać powiadomienia o najnowszych aktualizacjach! ZAREJESTRUJ SIĘ

Koniec jest bliski – recenzja serialu Zagłada domu Usherów 23 paź 2023

Maja Jankowska

Na platformę streamingową Netflix wpadł niedawno kolejny serial utrzymany w klimacie grozy. Ot co, nic nowego, a mając na uwadze zbliżające się Halloween, to promowanie horroru jest jak najbardziej na miejscu. Po słabej produkcji Ferajna z Baker Street, nie planowałam sięgać po nowość pod tytułem Zagłada domu Usherów, która wydawała się czerpać z tej samej konwencji – strachu pomieszanego z siłami nadprzyrodzonymi. A jednak, serial Mike’a Flanagana oparty na twórczości Edgara Allana Poego zyskał tyle popularnych opinii, że postanowiłam dać mu szansę.


Serial skupia się na historii rodzeństwa – Rodericka i Madeline Usherów, którzy przekształcili firmę Fortunato Pharmaceuticals w prawdziwe imperium bogactwa i władzy. Pierwszy odcinek rozpoczyna się pogrzebem kolejnych dziedziców dynastii Usherów, których okoliczności śmierci nie dają ojcu spokoju. Losy rodziny poznajemy w formie snutych retrospekcji, przyjmując punkt widzenia głównych bohaterów. Okazuje się, że młodzi Usherowie giną z rąk tajemniczej kobiety z ich przeszłości.

zaglada-domu-usherow-serial-netflix-recenzja

Czytając opinie o serialu Zagłada domu Usherów, natknęłam się na ocenę, że to taka mroczniejsza wersja Sukcesji. Była to dla mnie zachęta, aby sięgnąć po tę pozycję, jednak już po jednym odcinku sądzę, że produkcji Mike’a Flanagana bliżej do Wednesday. Niby całość kreowana jest na horror i wypełniona jest mroczną, pełną napięcia atmosferą, to zbudowany świat jest sztuczny, a przez to teatralny. Ci, którzy szukają horroru z krwi i kości srogo się rozczarują, jednak dla fanów tajemnicy i wiktoriańskiej maniery, nowość od Netflixa będzie jak znalazł (pomimo że akcja rozgrywa się współcześnie, to mocno wyczuwalne są minione wieki).

Trzeba oddać twórcom serialu, że całość broni się pod kątem scenografii oraz kostiumów – łatwo dajemy się wciągnąć w świat Usherów. Natomiast zupełnie nie przekonało mnie budowanie napięcia poprzez wprowadzenie elementów nadprzyrodzonych. I nie chodzi tutaj o efekty specjalne, bo te uważam, że wygenerowano w punkt. Fabuła produkcji Zagłada domu Usherów bardziej nakierowana jest na rozwiązanie zagadki zbrodni, aniżeli na straszenie odbiorcy. Dodatkowo, prowadzenie narracji w formie retrospekcji sprawia, że nie martwimy się o protagonistów aż tak mocno, bo wiemy, że przeżyją.

1174521.1

Nie polubimy bohaterów Zagłady domu Usherów, co więcej nie uważam, że są tak dobrze zarysowani jak ulubieńcy z Sukcesji. Postacie wyróżniają się podłymi charakterami, ale brakuje im rozbudowanych emocji, które pozwalałyby z zainteresowaniem śledzić ich losy. Jedyna przewaga serialu Mike’a Flanagana nad Sukcesją to realizacja myśli, która kiedyś zawsze pojawiała się w głowie podczas seansu hitu HBO MAX – czyli proszę, niech ktoś wreszcie skróci tego bohatera o głowę!

Myślę, że osobom, które lubią klimat supernatural, tajemnicy oraz wiktoriańskich seansów spirytystycznych, Zagłada domu Usherów się spodoba. Mi teatralny wydźwięk nowości na platformie Netflixa nie przypadł do gustu, ale nie żałuję, że dałam mu szansę. Fabuła jest dość wartka, odcinków niewiele, akcja dość dynamiczna i trup się ściele: to przepis na seans satysfakcjonujący, choć może nie zapadający na długo w pamięć.